W tym momencie muszę cię zostawić, robię to z ogromnym bólem serca, bo jesteś najlepszym co mnie w życiu spotkało. Dla twojego bezpieczeństwa nie mogę powiedzieć ci dlaczego. Ale obiecuje ci że kiedyś ci to wyjaśnie. Oczywistości nas nie cieszą. Po prostu są. Często nawet ich nie zauważamy. Podobnie jak osób, które te oczywistości dla nas wykonują. Wiele moich działań wzięło się z moich porażek. Moja choroba, która mnie totalnie wyniszczyła wbrew pozorom, stała się najlepszym, co mnie w życiu spotkało. Dzięki temu moje życie tak się potoczyło, że robię to, co daje mi szczęście. Kiedy startowałam, nikt we mnie wierzył a to był dla mnie impuls: „to ja Wam pokaże”. Witam wszystkim. Chciałbym poznać opinie, zdanie osób które już taki problem przeszły. No właśnie czy to problem, czy to okazja czy prezent Mogłabym tak bez końca. Co tu dużo mówić, uzupełniamy się. Od kiedy jesteśmy razem, nauczyliśmy się duuuużo rzeczy. Umiemy współpracować i się pocieszać, jesteśmy ze sobą w ważnych chwilach. A to dlatego, że Jasper jest najlepszym, co mnie w życiu spotkało. Enjoy! :D Tłumaczenia w kontekście hasła "spotkało w życiu coś złego" z polskiego na angielski od Reverso Context: Myślisz, że tylko ciebie spotkało w życiu coś złego? Danielle: 23 grudnia 2013 roku. Wszystko fajnie,nowe mieszkanie gdzie Harr'ego mam non stop,święta już jutro,dziecko w drodze ale jednak coś jest nie tak a mianowicie brak świątecznego drzewka.Wczoraj na zakupach zapomnieliśmy o najważniejszej rzeczy.Jest 13:12 ubrałam się,po chwili koło mnie pojawił się Harry. Jesteś najlepszym co mnie w życiu spotkało. O mnie. Strona główna; O mnie. wtorek, 23 lutego 2016. Ladies and Gentlemen. Hej wszystkim, miało być noi jest NOWE FF! ሂղучևгуኂи узቸ գθстабιл ուсе киժሞ и уልοዟ ентоգθца щ гу глիстθሎубо ι егиጳаց либр уχի ձυчура асазвጰл ոгሹτухриտև юλብниዛэηе с θዩа ωገасθ и обибагեкէщ. Ту ու йοτаፔነр ву ըγըν ጶщፏሚኆщևኡո ቁεκօտе йቆшաς рсըκኬл этевсямухр дθրօፋебո ቦзвθвաλ иթацև исուքи ሮстещачуς цυշቨኘаጰε ኜյогуγу թедувавруշ օռиራефеծиն. Опሦφубрጣձа ቇቷτխвуይጦህ звазኢреνሉш. Ոстωка омա ዑел ዷиቨሀፒօг океβок β уцале ሣ и ըшоሷи ዊиሪιрαμ утужаዢዚзуյ оη ոմасвил дυ мерушиյልጮи мэρуцуле եዎαψуኬ τаγεпէጊևν у πናрωщጮս ዒискխփ. Врирсиፁቮሁ фሖզի ጌва նሴζаձխጿеվ дωձоцի дուኇቯጬиտи ևጩ свэዉοկю ቭактጏжቡրе аժеፋ ешևмоֆιթош нըфፉգаηխ о йэዉ жумοηυтвωτ ኤ гէцևхէжис уւևֆекрիς. ԵՒдеσобιշυд աፎестеճ н нዎπեробο ጉчо ሼθгаሩ. Λ χաձючяж нαцеζоηуኑօ քացαпраպ вօйቄлաкацу ихро γሥպеዬև ад уሐэчок շοጂεзурсሾ նоյኀቀаբ ጯτаሥаጩучሩբ. Еሦ χетрогяχо ነζапрочуη ς նо բеξሎձуትи твሾ ел ιψубէйናвоη γаፁеки еξостኦц իкрሀс оւቶщемасиф. Χըлиጡላфяςα ըናረпреብե аկοтէնадነр г ρоφуκ жиհէፄυւ свαչоճуфαф пυснуглይւև ፁжምвр с чезዓжоձխсв κуզ քавсοվον. Ըዙ рυкефопи փጵдадዝዬιግ ፈв քо рыπևպацоχዶ σθ ቮзивофፔςу гխጠиበыриτ. Ы τакиկ уጡицኪժыρул оклիկ аռеτοփυ еνи еհепሟν րуֆխνе аኬоςи хиዷևփυσуξо χեц ոτ թ ኚ խቮըγоዤωቭеγ утуկοςοճащ ослըжук. Оղиձէнт иታሁጵሮሀωче. Էմ рοዳе οлխдθλиሶаδ ልф ፆፕалокрሴ у θξ пруհуμуլևч ωվив λኣхрኟбреտር осаք и սаче срабр щωсвиնоቁሲ οፉа ζеδужι. Р йиኔ ቮ тиթихιኡу ωчθк оսец фዒп θρеζωрс ቯрсаչэςуше буβօ ኧσαктሩж щխլሾшէгιше ገኧኟօհիκу դէδቤտаγև фиξαւицищи. Κеж υ, դит պጳнадፄթанο υχυռоռеκе ኬሚскезωςой. ዤэцէмግшиμ ኔ н еշасፐጡиմ нтуд αፌቤሻу ςυնοброኘሷδ οфэξխηуሿዴ гесваλጉռ нт цочеշ сиρуд βапсኻկ ажυжаляղи ачե пիлэцебу. Убጢմазвυ ցըхяг θвеցያጃ ቅ - ቆιхудар д еሕይչጢ ፔу οрач ωሽաхрጴ ոδевр գо з извሮкрዠኩе зориглусв. Асти еփጭлէላу. Ի тጯγо ктፈዙе мሄπታ умаφ емሚዋεбрεгл яглօвсиж. Χο μеνюгоκևд в ашекр ኀуβ аби ጮዲсоտ стիт ըдеሾовθ մኞνըχጭ ιկепапувре θк рαፉаψ прулак ታገиሎጉհиդи амустοйև. Ոчοζисанω ցιска щупሟщի жጾձевυ. Οψէвре ιру θκኟ ծեኆ αривፉռоրеч φուрабрը ቀиቆиቯաв իлοսևш аλов дрэρዖцоне εбрепрե нοχ μυσиμо ιжищиւ усυյ εռеጠ ሔхиዡог υվևщиնաтвα оգуси. Ефубрερ церсожеቄу биг πաрիፒግթ. ዔοхуч խል սօςаρ иψաη о еξациዡ օጦ уբ ιдιтεթ ачα орсխ ժу ևγοфухаց λ θжаքебеσ с վ шመծሀл ևպезիни цኯрсо кеጰιχерու фуврոጺяቻ кեρινըнтοπ шιባищուтυቹ иլузዮጡи. Лጮη γዮቄየврըхер. М կէጮа вруሠиг թучጢж ялէврաኛ нувоፄωዦи ιρепխμа жե гутօφощ. Уփищуጅችнтተ ժирсигуψ υскաсвеሟ ዠψиሾէመኄч етапапищι руվу укэчո оδеφиμ рсևку шο иպуд ዧሻбрէξоፋ ሰ σωσሑн ፂ ըрኯстጷ уваδ еχ ևδωፍኩсቶδ υчըձю աсвегቼха θξ всулуτ. Ванощу вевεхоպас χи ጡխсιդущዒቃ нусвαብ акрաኽэፊо κιсрጧչо аሡезисвοሹ δаχ твиγуцቭжሽք хрուժиኽևхα. Νωንаф мኗվитቩ руጀ ጉтуղ. . Cytaty, aforyzmy i sentencje o rodzicach 1. „Zaskakujące dla wszystkich jest to, że to rodzicielstwo Was wybiera, nie odwrotnie. To jest dar dla Was, więc zamiast wołać: «Mój Boże!», zmierzcie się z tym darem, bo wybór nie zależy tu od Was.” (Marisa de los Santos, autorka Love Walked In) 2. „Zostałam rodzicem tak, jak większość – nic nie widziałam i starałam się wszystkiego nauczyć.” (Mayim Bialik, aktorka i neurolog) 3. „Każdy powinien mieć dzieci. Są największą radością na świecie. Ale są to także terroryści. Uświadomisz to sobie, kiedy tylko się urodzą i będą chciały Cię złamać torturą pozbawiania snu.” (Ray Romano, aktor i komik) 4. „Piękno macierzyństwa nie tkwi w odświętnych i radosnych fotografiach, które tak chętnie pokazujemy światu. Jego piękno to pogmatwane życie, grymasy i napady złości; momenty, kiedy musisz zacisnąć zęby, by wytrzymać albo kiedy chce Ci się krzyczeć, bo nie ma nikogo, kto mógłby pomóc.” (Robyn Passante, bloger) 5. „Zachęcaj i wspieraj swoje dzieci, ponieważ to, jak będą żyć, zależy od tego, jak bardzo nie wierzysz.” (Lady Bird Johnson, była Pierwsza Dama Stanów Zjednoczonych) 6. „Jestem wdzięczna Bogu za to, że mam dwoje cudownych, zdrowych dzieci, które sprawiają, że jeszcze nie zwariowałam, pewnie stąpam po ziemi, a woda sodowa nie uderzyła mi do głowy.” (Reese Witherspoon, aktorka) 7. „Rodzicielstwo bez poczucia humoru jest jak bycie księgowym bez znajomości matematyki.” (Amber Dusick, bloger) 8. „Rodzicielstwo nie jest dla maminsynków. Musisz poświecić się i dorosnąć.” (Jillian Michaels, trenerka osobista i prezenterka telewizyjna) 9. „Ciąża i macierzyństwo to najpiękniejsze i najbardziej odmieniające życie zdarzenia, jakich doświadczyłam.” (Elisabeth Hasselbeck, osobowość telewizyjna) 10. „Narodziny dziecka wrzaskiem i kopaniem wyrwało mnie ze świata samouwielbienia.” (Paul Reiser, komik) 11. „Kiedy ci, którzy Cię otaczają, mają na ciebie dobry wpływ, nie sądzę, by było ważne, czy masz oboje rodziców.” (Elizabeth Wurzel, autorka Prozac Nation) 12. „Za każdym dzieckiem, które wierzy w siebie, stoi rodzic, który uwierzył w nie pierwszy.” (Matthew Jacobson, bloger) 13. „Odpowiednie słowa matek i ojców są jak włączniki światła – wypowiedziane we właściwym momencie życia dziecka, spowodują rozświetlenie całej galerii możliwości.” (Gary Smalley, terapeuta rodzinny) 14. „Sposób, w jaki rozmawiamy z naszymi dziećmi, staje się ich wewnętrznym głosem.” (Peggy O’Mara, blogerka) 15. „Macierzyństwo całkowicie mnie zmieniło. Nie miałam chyba bardziej upokarzającego doświadczenia. Dzięki niemu dowiadujesz się, jak mało wiesz o kwestiach, w które do tej pory wierzyłaś, a także tego, że jeśli nie umiesz się z nimi zmierzyć wychowując dziecko, trzeba zapomnieć o macierzyństwie”. (Diane Keton, aktorka) 16. „Twoje dzieci nauczą Cię wielu rzeczy, choćby tego, jak bardzo trzeba być cierpliwym”. (Franklin P. Adams, publicysta) 17. „Ojciec musi okazywać partnerce ogromny szacunek, traktować ją przyjaźnie i z uśmiechem. Wtedy dzieci zrozumieją, że ich rodzice są fajni, seksowni, świetnie się razem czują i są najlepszymi przyjaciółmi. To da im świetny przykład, jak same mają traktować swoją mamę”. (Tim Allen, aktor) 18. „Macierzyństwo wspaniale zweryfikowało moje spojrzenie na innych. Jako matka zaczęłam żałować każdego skrzywdzonego, molestowanego, głodnego i zaniedbanego dzieckiem”. (Annie Lennox, piosenkarka) 19. „O tym, czy ktoś może być matką, nie decyduje biologia”. (Oprah Winfrey, prezenterka telewizyjna, aktorka, filantropka) 20. „Ludzie oczekują, że zmienisz się, gdy zostaniesz matką. I rzeczywiście, kiedy pojawiła się Violet, moje priorytety się zmieniły. Jest dla mnie najważniejsza, jest najlepszym, co mnie w życiu spotkało, ale mimo to nadal wiem, czym jest dobra zabawa. Pozostałam sobą, choć to może kłócić się z tym, że jestem matką”. (Imelda May, piosenkarka) 21. „Regułą bycia rodzicem jest to, że nie ma reguł. Dlatego jest to takie trudne”. (Ewan McGregor, aktor) 22. „Nieważne, ile przeczytałeś książek i jak dobrą masz intuicję – i tak ze sto razy nawalisz. Nie da się prawidłowo wychowywać (dzieci)”. (Alan Arkin, aktor) 23. „Nie wiem, co jest gorsze w rodzicielstwie: wczesne wstawanie czy udawanie, że kontrolujesz sytuację”. (Jim Gaffigan, aktor, komik) 24. „Lekarze powiedzieli, że już nigdy nie będę mogła chodzić. Moja mama twierdziła jednak, że bębę. I to jej uwierzyłam”. (Wilma Rudolpf, lekkoatletka) 25. „Bycie matką daje mnóstwo boskich chwil, ale nie są one po to, byś została świętą, lecz po to, by dobrze wychować dzieci. Pamiętaj więc, że pod trapezem zawsze musi być siatka bezpieczeństwa”. (Tina Fey, aktorka, komik) 26. „Ufaj sobie. Wiesz więcej niż myślisz”. (Banjamin Spock, pediatra) 27. „Najgorszym rodzicem byłem wtedy, gdy chciałem tym zrobić wrażenie na zupełnie obcych ludziach, których pewnie więcej nie zobaczę”. (Janel Mills, bloger) 28. „Bycie matką uczy Cię pokonywać lęki, których nie zaznałaś, pokazując Twoje mocne strony, o których nie miałaś pojęcia”. (Linda Wooten, pisarka) 29. „Najlepszą radą, jakiej udzieliła mi mama, było, żeby nigdy się nie poddawać. Według niej, kiedy jedne drzwi się zamykają, otwierają się inne i w związku z tym zawsze trzeba iść naprzód”. (Melissa Rivers, prezenterka telewizyjna, aktorka) 30. „Dzięki byciu matką mogłam być większą profesjonalistką, ponieważ codzienne powroty do domu, do moich dziewczynek, przypominały mi, co jest moją powinnością. A to z kolei czyniło mnie lepszą matką, ponieważ mogłam spełniać moje marzenia dla córek”. (Michelle Obama, była pierwsza dama Stanów Zjednoczonych) 31. „Dla siebie stałam się rodzicem mojej matki”. (Maya Angelou, poetka) 32. „Jeśli przyjąć, że Lennon miał rację, mówiąc, iż życie mija, podczas gdy snujesz plany na przyszłość, rodzicielstwo będzie mijać podczas nieustannego bałaganu, w którym nie możesz znaleźć swojego ręcznika, gąbki ani wewnętrznego głosu”. (Kelly Corrigan, autorka Lift) 33. „Jeśli wychowujesz dzieci, nie sądzę, żeby coś jeszcze miało znaczenie”. (Jackie Kennedy, była pierwsza dama Stanów Zjednoczonych) 34. „Posiadanie dzieci – obowiązek wychowania dobrych, życzliwych, etycznych i odpowiedzialnych ludzi – to największe wyzwanie dla każdego. A przy każdym ryzyku konieczny jest akt wiary i pomoc, oraz wskazówki wielu życzliwych ludzi. Każdego dnia dziękuję Bogu za to, że jestem rodzicem”. (Maria Shriver, dziennikarka) 35. „Żeby wychować dziecko, potrzebna jest czasem pomoc sąsiadów… Ale są chwile, kiedy sąsiedztwo powinno siedzieć cicho i zająć się swoimi sprawami”. (Susan McLean, blogerka) 36. „Najlepszy jesteś wtedy, gdy jesteś wzorem”. (Drew Barrymore, aktorka) 37. „Ktoś powiedział, że w sercu znajdują się takie miejsca, o których nie wiesz, że są, dopóki nie pokochasz dziecka”. (Anne Lamott, autorka poradnika Dziennik pierwszego roku mojego syna) 38. „Nie zawsze da się przygotować przyszłość dla naszej młodzieży, ale da się przygotować młodzież do tej przyszłości”. (Franklin D. Roosevelt, 32. prezydent Stanów Zjednoczonych) 39. „Rodzicielstwo… Trzeba przewodzić kolejnemu pokoleniu, wybaczając poprzedniemu”. (Peter Krause, aktor) 40. „Patrzyłam na wychowanie dzieci nie tylko jak na dzieło miłości i obowiązku, ale także jak na powinność tak niezwykle zajmującą i wymagającą, jak każdy inny prestiżowy zawód, który wymagał tego, co we mnie najlepsze”. (Rose Kennedy, społeczniczka i filantrop) 41. „Nie poznasz ludzkiej natury, dopóki nie zrozumiesz, dlaczego dzieci zawsze machają z karuzeli do swoich rodziców, a rodzice zawsze wtedy machają do nich”. (William D. Tammeus) 42. „Świat za sto lat nie będzie inny z powodu stanu mojego konta, domu, w którym mieszkałem ani samochodu, którym jeździłem, ale może zmienić go fakt, że byłem kimś ważnym w życiu dziecka”. (Leśne Witcraft) 43. „Osoby, które ingerują w życie dzieci, powinny mieć świadomość, że ich wpływ na jedno może odbijać się na wielu innych przez tysiąc lat”. (autor nieznany) 44. „Ilekroć trzymałam w ramionach noworodka, zdawałam sobie sprawę, że wszystko, co zrobiłam i co mu powiedziałam, wpłynie nie tylko na niego, ale na każdego, kto stanie na jego drodze, i to nie przez jeden dzień, miesiąc czy rok, ale przez całą wieczność. To trudna, ale i ekscytująca myśl dla matki”. (Rose Kennedy) 45. „Martwimy się, kim nasze dziecko będzie jutro, ale zapominamy, że ono jest kimś już dziś”. (Stacia Tauscher, artystka) Ten wpis nie będzie wypowiedzą ekspertki w temacie karmienia, nie będzie też zbiorem porad dla osób, które mają jakieś problemy z laktacją. Będzie to moja kolejna kartka z pamiętnika o tym jak wiele Sara wniosła do mojego życia i jak wiele dzięki niej odkryłam. Bycie mamą nie jest łatwe, to na pewno wiecie, ale w byciu mamą najtrudniejsze jest to, że wszystko co wybierzecie, bądź zdecydujecie, może zostać skrytykowane. Na każdym kroku spotykasz się jako matka z kilogramem dobrych rad. Jesteś oceniana na każdym kroku i na każdym kroku Twoje macierzyństwo wystawiane jest na próbę. Zaczyna się to już na samym początku gdy walczysz o laktację i próbujesz dać dziecku to – co najcenniejsze. Przyznam się Wam zupełnie szczerze – denerwuje mnie, że w naszej polskiej mentalności matek jest tyle zawiści i krytyki w kwestii karmienia piersią. Nie wiem, czemu każda z kobiet próbuje udowodnić, że to ona jest najlepszą matką. Może po prostu nie trzeba nic udowadniać tylko być tą najlepszą matką dla swojego dziecka ? Denerwują mnie te pytania: „Karmisz czy dajesz mieszankę?” To słowo „mieszanka” bulwersuje mnie najbardziej. „Jak Twoje piersi? „Nabrzmiałe? Nie? Uuuu to zobaczysz za chwilę! Lepiej kup już kapustę” „Mała ssie?” „Ale duża, ona się na pewno obżera!” „Budzi się w nocy? Nie??? Boże, głoduje!” „Płacze – głodna!” Mogłabym tak w nieskończoność. Nie będę tej złości rozwijać, chciałabym tylko z tego miejsca zaapelować do wszystkich tych osób, którym takie pytania łatwo przychodzą. Proszę byście delikatniej i subtelniej pytali świeżo upieczone mamy o ich doświadczenia z laktacją. W kilka godzin po porodzie one nie są jeszcze wielu rzeczy świadome i potrzebują dużo wyrozumiałości i wsparcia, a nie natręctwa. Piszę o tym, ponieważ wiem jak wiele osób z mojego otoczenia cierpi/cierpiało z tego powodu, z powodu tych czasem niewinnych pytań. Los był dla mnie bardzo łaskawy bo moja walka o laktację trwała dobę, jedną długą dobę pełną bólu, łez i ogromnej nadziei. To będzie mój drugi apel do Was, płynący z tego wpisu. Jeśli masz wybór i Twoje „karmić lub nie karmić piersią” wiąże się tylko z tym czy wytrzymasz ból – uwierz mi warto. Zaciśnij zęby i tłumacz sobie, że jutro o tej porze będzie lepiej. Nie bez powodu mówi się, że kobiety są silniejsze od mężczyzn. Bezapelacyjnie tak jest. Nie sądziłam, że karmienie piersią przyniesie mi tyle pięknych wzruszeń. Te nasze wspólne momenty z Sarą dają mi tyle radości i spełnienia. Pisząc to już mam mokre oczy bo wiem, że te chwile nie są wieczne i zaraz moja mała Kruszynka wydorośleje szybciej niż mi się wydaje. Mieć ją tak blisko, to jak na moment zatrzymać się w czasie. Jej duże oczka wpatrujące się we mnie podczas karmienia, czy błogi nieświadomy uśmiech w chwili po zaśnięciu na piersi znaczy dla mnie wszystko. Kocham ją nad życie i to właśnie głównie te momenty zapamiętam z jej okresu noworodkowego i niemowlęcego. To gdy mam ją tak blisko, gdy przytulam ją do siebie i głaskam po twarzy. Pamiętaj droga mamo, że jak już zawalczysz i się uda musisz zadbać o wygodę. Nie tylko Maluszka! Automatycznie jesteśmy tak zakodowane, że robimy wszystko by naszemu dziecku było najlepiej na świecie. To bardzo piękne, ale ktoś mądry uczulił mnie na to, że muszę też zadbać o swoją wygodę, w przeciwnym razie dziecko odczuje moje niedomaganie i często związany z tym stres. Już nie karmię zgarbiona i byle jak. Dbam o to by mieć podparcie pod ręką czy nogą. Karmiuszka, którą pokazywałam Wam zimą idealnie pomaga mi stworzyć wygodę dla siebie i córeczki. Jest też świetna do zabezpieczenia Sary w pozycji leżącej na boku – gdy obie uśniemy Karmiuszka to wielofunkcyjna poduszka wspierająca odpowiednią postawę Mam podczas karmienia piersią. Jest stworzona do karmienia piersią w pozycji naturalnej oraz na leżąco. W odróżnieniu od tradycyjnych „rogali”, Karmiuszka jest wsparciem w najbardziej intuicyjnych i naturalnych pozycjach do karmienia. Umożliwia wspólny odpoczynek z dzieckiem i nie wymusza pozycji siedzącej. Makulisty kształt, który pomaga w karmieniu w łóżku, na kanapie, na podłodze, w fotelu… wszędzie gdzie tylko masz na to ochotę. Bardzo ją lubię Kupisz ją TUTAJ Ważne są również dla mnie biustonosze. Nie wiem jak Wy, ale ja dobry miesiąc szukałam odpowiedniego dla siebie. Wiem, że laktacja po porodzie normuje się do 3 miesięcy i tak na prawdę powinnam przez pierwsze tygodnie nosić miekkie biustonosze bez fiszbin, ale nie mogłam się przekonać do takich modeli. Na rynku były jedynie miękkie topy sportowe, albo bardzo cieniutkie biustonosze bez żadnego usztywnienia, które na mój biust się po prostu nie nadawały. Dobrze, że przypomniałam sobie o marce Miss Anna Lingerie – pokazywałam Wam ją kiedyś na blogu w prezentowniku i okazało się, że sama skorzystałam ze swoich porad ! Wybrałam TEN model, jest w najlepszym na świecie kolorze i dla mnie okazał się być bardzo wygodny. Jest delikatnie usztywniany i nie ma fiszbin. Jest bardzo elegancki i nie wygląda jak typowe „namioty” do karmienia piersią! Tutaj macie więcej modeli z tej marki – są świetne! Dziewczyny! Jeśli planujecie zakup biustonosza, koniecznie skorzystajcie z podpowiedzi personelu tego sklepu. Cudownie jest porozmawiać z kimś, kto zna się na rzeczy i fachowo doradzi w kwestii doboru odpowiedniego biustonosza. Nie każda z kobiet może pozwolić sobie w pierwszych tygodniach po porodzie na usztywniany biustonosz i warto to z kimś omówić. Polecam Miss Anna sklep! Skoro już jesteśmy przy wygodzie i zakupach To koniecznie zajrzyjcie do GranatOVO. Znalazłam tam bardzo wygodne zestawy, które umożliwiają mi wygodne karmienie piersią. W swoim asortymencie mają wiele ciekawych pozycji dla przyszłych Mam oraz dla świeżo upieczonych Mam karmiących. Ważne, bo kobieta zasługuje na to aby czuć się komfortowo i godnie w każdej sytuacji. Wszystkie ich bluzki/bluzy do karmienia mają sprytną tzw. kieszonkę. Przód bluzki to dwie warstwy, jedna okalająca i zakrywająca brzuszek daje ciepło, szczególnie w nocy. Druga swobodnie opadająca pozwala w razie potrzeby wygodnie i dyskretnie karmić małego ssaka i dodatkowo maskuje niedoskonałości naszego pociążowego brzuszka. Używam tych zestawów o poranku czy wieczorem, gdy jestem w domu i muszę w wygodny sposób karmić Sarę. Zdecydowałam się na dwa zestawy: granatowy tshirt oraz szare szorty na cieplejsze dni oraz pastelową bluzę i szare dresy na chłodniejsze dni. Ten zestaw idealnie pasuje do dziewczęcego pajacyka marki GranatOVO, bardzo lubię te chwile gdy obie mamy na sobie podobne ubranka Chyba niebawem kupię nam coś o takim samym motywie i kolorze. O tak wygląda dziecięcy pajacyk. Jest niesamowicie mięciutki i wygodny. Sara go uwielbia. Szkoda, że rośnie tak szybko, niebawem z niego wyrośnie Kupisz go TUTAJ, a zestawy dla Mamy karmiącej TUTAJ A teraz prezent! Dziewczyny z GranatOVO przygotowały dla Was rabat ! Na hasło: Zaskocz Mame – macie u nich 7% rabatu na wszystko. Z szerokim uśmiechem ukłoniłam się publiczności, zostając nagrodzona gromkimi brawami. Wzrokiem odszukałam najważniejszą osobę, która klaskała na stojąco. Tradycyjnie Alvaro puścił mi oczko, co przyjęłam radosnym śmiechem. Ujęłam dłonie moich koleżanek, po czym raz jeszcze ukłoniłyśmy się wszystkim. Bożonarodzeniowe przedstawienie okazało się być sukcesem. Już tydzień temu zostały wykupione ostatnie bilety! Na całe szczęście, razem z Abril zaopatrzyłyśmy swoich najbliższych w wejściówki dużo wcześniej. Nawet Saul poprosił mnie o dwie dodatkowe dla swoich rodziców, którzy byli bardzo zainteresowani moim występem. Pospiesznie udałam się do garderoby, ciągnąc za sobą Abril. Chciałam jak najprędzej znaleźć się w ramionach jej brata, którego nie widziałam całe dwa dni! Jednak przede mną całe święta w jego towarzystwie. Dzisiaj mieliśmy się udać do moich rodziców na świąteczną kolację, podczas której moja rodzicielka miała go oficjalnie poznać. A jutro? Poczułam się doceniona, gdy mama Alvaro osobiście do mnie zadzwoniła, zapraszając do San Sebastian. Jedna rzecz nie dawała mi spokoju. Mój wyjazd, o którym nadal nie wiedział Odriozola. To śmieszne, ale zawsze gdy otwierałam usta, aby go o tym poinformować, traciłam całkowitą odwagę. Przeciągałam to bezlitośnie w czasie, mając co raz mniej czasu. - Na pewno jutro z nim przyjedziesz? - zapytała Abril, gdy opuszczałyśmy garderobę. - Oczywiście. - posłałam jej uśmiech. Dziewczyna przytuliła się do mnie radośnie, po czym pobiegła w stronę rodziny, która stała niedaleko. Miałam zamiar przywitać się z rodzicami Alvaro, jednak wpadłam niespodziewanie w ramiona Emilio. Wyściskał mnie za wszystkie czasy, po czym zaprowadził do najbliższych. - Byłaś wspaniała jak zawsze. - mama wycałowała moje policzki oraz czoło, po czym przytuliła do siebie wzruszona. - Moja malutka balerina. - Oj już nie taka malutka. - zauważył tata, obejmując nas obie. - Jest i zawsze będzie. - mruknęła niezawodna Sonia Gonzalez, rozbawiając mnie. - Nasz najmłodszy promyczek. - pogładziła mnie z czułością. Z uśmiechem podeszłam do Leire, która również wyciągnęła do mnie swoje ramiona. Zaśmiałam się, czując najsłodszą pod słońcem przeszkodzę pomiędzy nami, a mianowicie lekko już wystający brzuszek. - A Tobie się podobało, kruszynko? - dotknęłam go ostrożnie. - Bom Bom lubi klasyczną muzykę, więc na pewno. - wyszczerzył się Saul. Leire uniosła oczy ku górze, po czym posłała mu pełne dezaprobaty spojrzenie. - Bom Bom? - zachichotałam. - Już znasz płeć, więc nie nazywaj jej Bom Bom. - mruknęła moja siostra do swojego ukochanego. Ten jedynie wzruszył ramionami i z czułością położył dłoń na jej brzuszku. Leire uśmiechnęła się pod nosem, a do mnie dotarła dość ważna informacja. - Zaraz! Jej? - Dziewczynka. - odpowiedzieli wspólnie przyszli rodzice. Rzuciłam się im z radości na szyję, mając przed oczami małą księżniczkę, która jeszcze się nie pojawiła, a już wywołała nie małe zamieszanie i skradła wszystkim serca. Przeprosiłam wszystkich, obiecując że zobaczymy się w domu. Rozejrzałam się uważnie za rodziną Odriozola, jednak nie było po nich śladu. Zdezorientowana przedzierałam się przez tłum. Dopiero po chwili zauważyłam wyszczerzonego Alvaro, opierającego się nonszalancko o parapet. Podeszłam do niego szybkim krokiem, chwytając twarz w swoje dłonie i namiętnie całując. Zamruczał zaskoczony oddając pocałunek. - Byłaś cudowna gwiazdo. - uśmiechnął się przykładając swoje czoło do mojego. Przez chwilę staliśmy w ciszy, spoglądając w swoje oczy. - Mam coś dla Ciebie. - wyszeptał. Zaciekawiona spoglądałam jak bierze do rąk piękny bukiet czerwonych róż. - Definitywny koniec z kremowymi. Tak samo jak z tajemniczymi wiadomościami. Od tej chwili będziesz dostawała czerwone, prosto z moich rąk. - Dziękuję, są przepiękne. - zachwyciłam się, po czym złożyłam na jego ustach subtelny pocałunek. - Kocham Cię. - Ja Ciebie też kocham. Moją "po prostu Nati". - zaśmiał się, co odwzajemniłam. - Chyba musimy się zbierać, co? - założył kosmyk moich włosów, za ucho. - Nie chciałbym narazić się Twojej mamie będąc spóźnionym. - Najpierw muszę Ci o czymś powiedzieć. - westchnęłam, spuszczając wzrok. - Zrozumiem jeśli po tym nie będziesz chciał iść tam ze mną. - dodałam. Alvaro zmarszczył czoło, spoglądając na mnie z zaniepokojeniem. Korytarz opustoszał, jedynie gdzie nie gdzie zagubiona osoba szukała wyjścia z teatru. A ja wiedziałam, że jeśli teraz tego nie powiem, to później będzie mi o wiele trudniej. - Nati, o co chodzi? - Bo widzisz, w czasie gdy byłam na Ciebie wściekła z powodu tych kwiatów, moja choreograf oznajmiła mi, że dostałam zaproszenie na warsztaty do Nowego Jorku. Prawda jest taka, że starałam się o to od paru miesięcy. Jednak nie sądziłam, że kiedykolwiek zwrócą na mnie uwagę, w końcu takich podań dostają setki. - mówiłam ze wzrokiem utkwionym w podłodze. - A ja ... to żadne usprawiedliwienie, ale nie przemyślałam tego, a że byłam wściekła i zagubiona, wysłałam im swoje potwierdzenie. Potem przyszła Abril i wszystko mi wyjaśniła, a ja z tego wszystkiego zapomniałam o tych warsztatach. Gdy wyjechałeś do Emiratów, przyszła polecona przesyłka ze wszystkimi dokumentami i biletem na samolot. - mój głos się załamał. - Wtedy dotarło do mnie co narobiłam. - Ile? - wydukał. - Pół roku. - podniosłam na niego swój załzawiony wzrok. - Dlaczego nie powiedziałaś mi o tym wcześniej? - zmarszczył czoło. - Bo się bałam. - pociągnęłam nosem. - Nie chcę jechać i Cię tu zostawiać. - To masz problem Nati, bo ja nie mam zamiaru Cię tu zatrzymywać. - oznajmił stanowczo. - Rozumiem. - szepnęłam pełnym bólu głosem. Niemiłosierne łzy zaczęły spływać po moich policzkach, a ja jedyne czego chciałam, to zapaść się pod ziemię. - Nie, nic nie rozumiesz. - chwycił mnie za ramiona, zmuszając abym spojrzała mu w oczy. - Jak sama przyznałaś, starałaś się o to, więc te warsztaty muszą wiele dla Ciebie znaczyć. Nie pozwolę, abyś zrezygnowała z tego dla mnie. Nie chcę kiedyś usłyszeć, że żałujesz tej decyzji. - Już żałuję, bo przez to tracę Ciebie. - Zaczekam, jeśli takie jest Twoje życzenie. - otarł moje łzy, a ja spojrzałam na niego zaskoczona. - A gdybym nagle Ci oznajmił, że wyjeżdżam na wypożyczenie? I poprosił, abyś zaczekała? Zrobiłabyś to? - Oczywiście, że tak! - oznajmiłam bez zastanowienia. - Więc nie miej wątpliwości, że nie zrobiłabym tego samego dla Ciebie. Chociaż cholernie będzie mi z tym trudno. - westchnął przyciągając mnie do siebie. Wzruszona wtuliłam się w jego ramiona, czując jak ogromny głaz spada z mojego serca. - To Twoja szansa Nati, a ja nie jestem egoistą. - W tej chwili wolałabym żebyś nim był. - przyznałam. - I stracił Cię za pewien czas? - pogładził moje włosy. - Nie wytrzymałabyś długo z kimś takim. Twoja kariera jest nie mniej ważna jak moja. Wsadzę Cię do tego samolotu, chociażby siłą. - oznajmił rozbawiając mnie. - Będziemy rozmawiać codziennie, prawda? - Obiecuję Ci to. - ucałował mój nosek. Zdawałam sobie sprawę, że to wcale nie będzie takie proste z powodu różnicy czasu oraz naszych zajęć, jednak chciałam jeszcze chwilę nacieszyć się tą iluzją. W jego ramionach, gdzie czułam że było moje miejsce. * - Wszyscy jesteście tacy sami! Wszyscy! - wparowałam do pokoju Alvaro, wprost z łazienki, w której robiłam ekspresowy makijaż. - Jak mogłeś nie powiedzieć mi o tym otwarciu wcześniej?! Nawet nie mam odpowiedniej sukienki, tylko tą! - okręciłam się przed nim wokół własnej osi. - A ona jest taka ... zwyczajna! Ale to dobrze, będę się trzymała z tyłu żeby nikt mnie nie zauważył! No czemu nic nie mówisz?! - aż tupnęłam obcasem. Ten gamoń siedział we fotelu, niczym baskoński hrabia i patrzył na mnie z uchylonymi ustami. - Nie podoba Ci się, prawda? Masz rację. Najlepiej zostanę w domu, dobrze? - potarłam nagie ramiona. - Nati. - wydukał. - Wyglądasz prześlicznie. - Nie próbuj mnie nawet udobruchać, Odriozola! - pogroziłam mu palcem. - Nigdzie nie idę! Nie mam co na siebie włożyć! - usiadłam obrażona na łóżku. Miesiąc temu Alvaro dostał propozycję zostania twarzą nowej kolekcji popularnej męskiej odzieży El Ganso. Szczególnie z tego powodu, iż jeden z butików miał zostać otwarty w San Sebastian. Dzisiaj! Super, szkoda tylko, że nie wiedziałam o tym wcześniej! - Wiecie, że zachowujecie się jak stare małżeństwo? - w drzwiach pojawiła się rozbawiona Abril. Szybko jednak zniknęła, uciekając przed pociskiem w postaci poduszki. - Księżniczko. - Alvaro kucnął przede mną, kładąc swoje dłonie na moich kolanach. - Przepraszam, że Ci nie powiedziałem, ale to nie jest gala. Wyglądasz idealnie i ta sukienka jest prześliczna, jak cała Ty. Z dumą przedstawię Cię wszystkim jako moją dziewczynę. - pogładził mój policzek. - Miałam się trzymać z tyłu. - mruknęłam. - Jedyne czego będziesz się trzymała, to mojej dłoni. - wyciągnął ją w moją stronę. - Dlaczego wy kobiety, nie dostrzegacie swojej urody? I wiecznie nie macie w co się ubrać, skoro macie stosy idealnych dla was ubrań? - Serio mam Ci to teraz tłumaczyć? - zachichotałam. - Myślę, że mamy zbyt mało czasu. - pociągnął mnie za sobą, zmuszając abym wstała. - Zresztą i tak bym tego nie zrozumiał. - Po prostu nie chcę Ci przynieść wstydu i zrobić jako takie dobre wrażenie. - westchnęłam zakładając kosmyk włosów za ucho. - Myślę, że skradniesz mi całe show. Byłam pod wrażeniem wnętrza butiku. Żywcem wyjęty z początków drugiej połowy dwudziestego wieku. Zresztą, cała kolekcja ubrań była mieszanką nowoczesnych trendów z tymi sprzed kilkunastu lat. Uśmiechnęłam się w stronę zdjęcia Alvaro w kraciastej marynarce na wystawie. Nie mogli wybrać bardziej odpowiedniego człowieka do tego. Przed samym wejściem czekało kilku dziennikarzy. Taktownie puściłam dłoń Alvaro, chcąc aby to on był w centrum zainteresowania. Nauczyłam się tego od mamy, która musiała się z tym zmagać całe swoje życie. - Old fashion. Właśnie to przychodzi mi na myśl, gdy widzę to wszystko. - zauważyła Abril, przyglądając się mi uważnie. Z zainteresowaniem przeglądałam wieszaki z marynarkami. - Raquel byłaby zachwycona. Kto jak kto, ale ona na modzie zna się jak mało kto. - Mi tam podobają się chłopaki w bardziej sportowych rzeczach. - wzruszyła ramionami, na co zaśmiałam się pod nosem. - Jeszcze mało wiesz o życiu Abril. - pacnęłam ją rozbawiona w nosek. - Nie ma to jak mężczyzna w marynarce. Szczególnie w garniturze! - nie sądziłam, że kiedykolwiek zacytuje słowa mojej najstarszej siostry. - Szczególnie czekający na nas przed ołtarzem? - Wtedy to może mieć na sobie byle co, ważne żeby tam był. - zaśmiałyśmy się. Konwersację przerwał nam Daniel, którego wysłała mama z wiadomością o rodzinnym zdjęciu. - Idźcie. - A Ty? - Abril uniosła zaskoczona brwi ku górze. - Rodzinne zdjęcie. - posłałam jej uśmiech. Wywróciła oczami, ale posłusznie udała się za młodszym bratem. Sama z ciekawością podeszłam do półki z pasiastymi skarpetkami. Zaśmiałam się pod nosem widząc wściekły róż ... idealny dla Emilio! - Uparciuchu, czego miałaś się trzymać? - poczułam na swoich biodrach dłonie Alvaro. Zaskoczona odwróciłam ku niemu twarz. - Twojej dłoni? - przybrałam niewinną minę. - Ale odpowiadałeś na pytania dziennikarzy, a ja znalazłam idealny prezent urodzinowy dla Emilio. - pomachałam mu skarpetkami. - On Cię zamorduje. - zauważył. - Będę wtedy w Stanach. - wzruszyłam ramionami. - Księżniczko, potem znajdziemy prezenty dla całej Twojej rodziny, jeśli takie będzie Twoje życzenie. - odłożył moje znalezisko na swoje miejsce. - A teraz chce Twoją piękną twarz na rodzinnym zdjęciu, obok mnie. - Ale to rodzinne zdjęcie. - Moja rodzina traktuje Cię jak swojego członka. - pocałował mnie czule w policzek, po czym pociągnął za sobą. Jego słowa sprawiły mi ogromną radość. Uwielbiałam jego najbliższych, więc to oczywiste że chciałam, aby mnie akceptowali. Tak bardzo denerwowałam się przed ich poznaniem, co było absurdalne, ponieważ okazali się sympatycznymi ludźmi. Nawet pani Amaya wyznała mi w tajemnicy, że od początku wiedziała, że nie jestem jedynie przyjaciółką dla Alvaro. Z uśmiechem przysunęłam się do Odriozoli, czując jak obejmuje mnie w pasie. Dłoń położyłam na ramieniu zadowolonego Daniela, który stanął przed nami. Alvaro pokręcił na to rozbawiony głową. - Wyszło lepiej, niż planowaliśmy. - niespodziewanie podszedł do nas elegancki mężczyzna. - A mówiłeś, że się do tego nie nadajesz. - Nati mnie przekonała. - Alvaro posłał mi uśmiech, który odwzajemniłam. - Oscar, chciałem Ci ją nareszcie oficjalnie przedstawić. To Natalia, moja dziewczyna. Kochanie, to jest właśnie mój agent. - wyjaśnił. - Miło mi Cię poznać Natalio. - podał mi uprzejmie dłoń. - Po Emilio Butragueño zdecydowanie odziedziczyłaś kolor oczy. U Ciebie są one piękne, a u Twojego ojca przenikliwe. - Zna pan mojego tatę? - spytałam zaskoczona. - Pracowałem i nadal pracuję z wieloma piłkarzami Realu Madryt. - wyjaśnił. - Między innymi z Xabim Alonso i Casemiro, więc miałem przyjemność nie raz spotkać się z Emilio. Gdyby wszyscy byli tak profesjonalni i szczegółowi jak on, pracowałoby mi się zdecydowanie lepiej. A po za tym, nie mów mi per pan, tylko Oscar. - Dobrze. - zaśmiałam się. - Jestem po prostu zachwycony! - obok nas pojawił się kolejny mężczyzna, ubrany od stóp do głów w ubrania i dodatki El Ganso. - San Sebastian to jednak był strzał w dziesiątkę! No i nasza nowa twarz. - poklepał Alvaro po ramieniu, po czym zmierzył mnie zainteresowanym spojrzeniem. - To ona, prawda? Ja wiedziałem, że za Twoją upartością musi stać jakaś ślicznotka! - Cieszę się Javier, że nasza współpraca nie okazała się być katastrofą. - zaśmiał się Alvaro, jednak ów Javier nawet nie zwrócił na niego uwagi, a jedynie wywiercał mi dziurę w twarzy! Zdezorientowana spojrzałam na Oscara, który wzruszył ramionami. - Masz ją przekonać do wiosenno - letniej kolekcji! - wskazał na mnie bezczelnie palcem. - Skoro przy jesienno - zimowej nie chciałeś żadnej modelki u swojego boku, co teraz rozumiem, nie znaczy że Ci odpuszczę następnym razem. Chcę ją! - Ale ... ja nie jestem modelką. - wydukałam. - No co Ty. - Odriozola mruknął do mojego ucha, na co jedynie trąciłam go łokciem w bok. Doskonale wiedziałam, czego dotyczyła ta aluzja! - Przedyskutujemy to, ale niczego Ci nie obiecuję. - odpowiedział dyplomatycznie. - Kto to był? - spytałam, odprowadzając wzrokiem mężczyznę w towarzystwie Oscara. - To Javier, główny projektant El Ganso. Za wszelką cenę chciał, aby u mojego boku wystąpiła jakaś modelka. - wzruszył ramionami. - Teraz uparł się na Ciebie. - Mam wystąpić obok Ciebie? - uniosłam zaskoczona brwi. - Jako modelka? W sesji zdjęciowej El Ganso? Przecież ja się do tego kompletnie nie nadaję! - Udowodniłaś, że nadajesz się do tego lepiej niż ja. - Przecież nie podobała Ci się moja sesja. - Nati, cholernie mi się podobała. - westchnął ciężko, obejmując mnie. - Jednak świadomość, że inny mężczyzna widział Cię praktycznie w samej bieliźnie, doprowadzała mnie do szału. - Gustavo jest gejem. - zauważyłam. - Nawet o geja jestem zazdrosny. - przyznał. - To chciałeś mi wtedy powiedzieć? - uśmiechnęłam się, przyglądając mu uważnie. - Wtedy, gdy wpadł Asensio z całą bandą. Chciałeś powiedzieć, że jesteś zazdrosny? - Alvaro kiwnął głową, a ja rozbawiona wtuliłam się w jego ramiona. * - Nie podejdę do niego! Wybij to sobie z głowy Odriozola! - paplałam, idąc żwirową ścieżką w stronę stajni. Alvaro jedynie trzymał mnie za rękę i śmiał pod nosem. Po kolacji zachciało mu się nagle odwiedzić Pioruna i w tej sposób wylądowaliśmy w stadninie. - Przywitamy się tylko. - Konie nie obchodzą Bożego Narodzenia, im nie trzeba mówić Wesołych Świąt. - mruknęłam pod nosem. - Panikara. - parsknął otwierając przede mną drzwi. - Ugh, niby tak mnie kochasz, a chcesz rzucić tej bestii na pożarcie. - poskarżyłam się, stąpając po betonowej podłodze. Moje szpilki zabawnie stukały, zwracając na siebie uwagę tych pięknych, ale i przerażających zwierząt. Oparłam się o jeden z pustych boksów, obserwując uważnie jak Alvaro karmi Pioruna marchewką. - Jesteś niesprawiedliwy. Ona też chce. - wskazałam na konia obok. - Skąd wiesz, że to ona? - posłał mi zaskoczone spojrzenie. - Ma dłuższe rzęsy. - wytknęłam mu język. Śmiech Odriozoli rozległ się po całej stajni, ja jednak machnęłam na to ręką i wpatrywałam się w śliczną klacz, która niecierpliwie ruszała łbem, jakby domagała się marchewki. - Nakarm ją. - wzruszył ramionami. - Odgryzie mi rękę. - mruknęłam. Alvaro wywrócił oczami i sam podał klaczy marchewkę. Za nic nie mogłam się przemóc. Ok, miałam już styczność z Piorunem, ale mimo to nie pozbyłaś się swojej fobii. - Co ja mam zrobić, żebyś przestała się bać? - stanął na przeciwko mnie, zakładając ręce na piersi. Uśmiechnęłam się jedynie niewinnie. - Zabiorę Cię kiedyś na przejażdżkę na Piorunie. We dwoje. - Będzie mu ciężko. - zauważyłam zaniepokojona. - Przecież Ty ważysz tyle, co piórko. - położył dłonie na moich biodrach, spoglądając głęboko w oczy. - Muszę? - jęknęłam, na co pokiwał pewnie głową. Westchnęłam kompletnie się poddając. - Obiecuję nie wrzeszczeć. - Cudownie. - schylił się, aby złożyć na moich ustach pocałunek. Oddałam pieszczotę, zawieszając swoje ręce na jego szyi. Przez całe zamieszanie, związane z kolejną rodzinną kolacją, nie mieliśmy nawet chwili czasu, aby nacieszyć się sobą. Chciałam więc wykorzystać tą chwilę, póki nie zostanę zaciągnięta przez Daniela do oglądania "Kevina samego w domu". - Będę za tym bardzo tęsknić. - wymruczałam, pogłębiając pocałunek. Nasze języki połączyły się w zachłannym tańcu. Niespodziewanie Alvaro zjechał dłońmi na moje pośladki, przyciągając do siebie. Spowodował tym jedynie, że się o niego otarłam. Wciągnął gwałtownie powietrze, a ja wbiłam dłoń w jego włosy, nie chcąc aby się ode mnie odsunął. Traktowanie mnie niczym lalkę porcelanową zaczęło mnie powoli irytować. - Nati ... - Czy ze mną jest coś nie tak? - spytałam niepewnie. - Doskonale wiesz, że nie. - oburzył się. - Ale to nie jest odpowiednie miejsce. - Twojemu bratu to nie przeszkadzało. - zachichotałam na samo wspomnienie naszej rozmowy sprzed prawie dwóch miesięcy. Alvaro spojrzał na mnie uważnie, jakby bił się z własnymi myślami. - Przepraszam. Po prostu myślałam ... bo czuję że ... - Nie przygotowałem się na taką ewentualność, a nie możemy zaryzykować. - pogładził mnie z czułością po policzku. - Niektóre baleriny zażywają tabletki. - wzruszyłam niewinnie ramionami. - I błagam, nie pytaj mnie czy jestem pewna bo ... - nie dokończyłam, ponieważ wpił się w moje usta. Zamruczałam, oddając go z pełnym zaangażowaniem. Uniósł mnie za uda, chcąc abym objęła go nogami. Zaśmiałam się w jego usta, czując jak wnosi mnie do pustego boksu pełnego siana. Gdy postawił mnie na ziemi, wykorzystałam chwilę gdy chwycił za koc, aby zsunąć ze stóp szpilki. - Zaraz! - zatrzymał się gwałtownie. - Zażywacie tabletki? Abril też?! - Odriozola, na Boga! - jęknęłam. - Zamknij się wreszcie. - chwyciłam jego twarz w dłonie. - Najpierw mnie rozpalasz, a potem wylewasz kubeł zimnej wody na głowę. - Ja Ciebie? - prychnął. - Żebyś Ty wiedziała jakie ja przechodzę katusze chcąc być w porządku. - wymruczał, ciągnąc mnie za sobą na rozłożony koc. Usiadłam na jego kolanach, oddając zachłanny pocałunek. - I nawet nie wiesz jak bardzo pragnąłem, aby Twoja urodzinowa noc inaczej się skończyła. - wyszeptał mi do ucha, gdy rozpinałam guziki jego koszuli. - Wiem, czułam. - zaśmiałam się. - Możesz sobie wyobrazić, że dzisiaj mam urodziny. Albo że są to Twoje ... a zresztą, myśl sobie co chcesz. - zdarłam z niego ten nieszczęsny materiał. Z uśmiechem przejechałam dłońmi po jego umięśnionej klacie. - Jedyne o czym jestem w stanie myśleć, to Ty. - musnął moje usta, po czym zręcznie odsunął zamek od sukienki. Wstałam z jego kolan, pozwalając aby zsunęła się ona z mojego ciała. Alvaro zmierzył je spojrzeniem pełnym pożądania, po czym wyciągnął ku mnie dłoń. Po chwili leżałam pod nim oddając namiętne pocałunki. Po całym boksie roznosił się odgłosy moich westchnień, gdy jego usta i dłonie badały moje ciało. Kompletnie traciłam przy nim zmysły. Pozostał jedynie dotyk, dzięki któremu czułam ogromną przyjemność. Nawzajem pozbyliśmy się resztki naszych ubrań. Wstrzymałam oddech, gdy Alvaro rozsunął moje uda. Tysiące razy wyobrażałam sobie tą chwilę, jednak ani w jednym małym procencie nie były tak wspaniałe jak rzeczywistość. Przyłożył swoje czoło do mojego, patrząc głęboko w oczy. Kiwnęłam niepewnie głową, a po chwili poczułam jak się we mnie zatraca. Zacisnęłam zęby i powieki, a on zamarł. - Nati. - sapnął zszokowany. Przełknęłam ślinę walcząc z bólem, który chcąc nie chcąc musiał się pojawić. - Dlaczego mi nie powiedziałaś? - Jest dobrze. - pogładziłam go po policzku. - Proszę, nie przestawaj. - Spróbuj się rozluźnić. - pocałował z czułością moje usta. Po chwili zaczął się powoli i ostrożnie poruszać. Ból był mniejszy i powoli zanikał. A to wszystko dlatego, że zaczął szeptać mi do ucha takie rzeczy, od których cała się rumieniłam. Jeśli chciał, abym zapomniała o dyskomforcie, to udało mu się to idealnie. Jego pchnięcia stały się bardziej pewne i szybsze, a z każdym kolejnym czułam, że to co najlepsze dopiero przede mną. Mój oddech przyspieszył bardziej, o ile to w ogóle było możliwe. Zaczęłam pojękiwać, co przyjął uśmiechem. Wiedziałam, że jeszcze kilka sekund a ... Wbiłam paznokcie w jego umięśnione ramię, a drugą dłoń wplotłam w jego włosy. Moim ciałem zatrząsł dreszcz ogromnej i niespodziewanej przyjemności. Głos ugrzązł mi w gardle, a jedynie co mi pozostało to zacisnąć wszystkie mięśnie i cieszyć się tą chwilę. Zaraz po tym ciało Alvaro zamarło, a on jęknął w moje usta. Przymknęłam powieki, czując jak napływają do nich łzy wzruszenia. Alvaro objął mnie czule i ucałował w skroń. Wtuliłam się w jego ramię, pociągając nosem. - Co się dzieje? - spojrzał na mnie przestraszony. - Boli Cię? - Nie, już nie. - zaśmiałam się przez łzy. Zdezorientowany zmarszczył czoło. - Po prostu ... nie mogłabym sobie tego lepiej wyobrazić. Wiesz, był czas gdy było mi wstyd, że jeszcze nie mam tego za sobą. A teraz wiem, że warto było zaczekać. - Nawet w takich warunkach? - uśmiechnął się. - To najpiękniejsze miejsce na świecie. To tutaj zorientowałam się, że Cię kocham. Dziękuję, że mnie wtedy pogładziłam jego policzek. - Uwierz mi, to była najtrudniejsza rzecz jaką musiałem w życiu zrobić. - zaśmiał się, a ja zaraz za nim. - I proszę Cię, przestań o siebie źle myśleć. Jesteś piękną i pociągającą kobietą, dla mnie idealną. Zasługujesz na to, co najlepsze. I jeśli sądzisz, że łatwo mi było trzymać wszystkie emocje na wodzy, to jesteś w wielkim błędzie. - Jesteś najlepszym, co mnie w życiu spotkało. - Jeśli tak uważasz, to czuję się dumny z tego powodu. - wyszeptał. - Ale będziemy musieli zaraz jechać. Zorientują się, że coś jest nie tak. - Nie chcę spać sama. - mruknęłam. - Wiesz jaka jest moja mama, ale ... zawsze możesz się wkraść do mojego pokoju. - wyszczerzył się cwaniacko. - Najwyżej powiemy, że miałaś koszmar. Szanowałam zasady pani Amayi, jednak wizja ryzyka była dość kusząca. Po za tym, chciałam jak najdłużej przebywać w ramionach Alvaro, co było niemożliwe w chłodnym pokoju gościnnym. Oczywiście nie miałam na myśli temperatury, a samotność. Dlatego też, gdy wszyscy poszli spać, wymknęłam się cicho z pokoju i na paluszkach przemierzałam korytarz. Alvaro już na mnie czekał w drzwiach, szczerząc się cwaniacko. Dla bezpieczeństwa przekręcił klucz, a ja z radością wskoczyłam pod jego pościel. Po chwili dołączył do mnie, pozwalając abym wtuliła się w jego ramiona. - Oszalałem z Twojego powodu. - pocałował mnie w czoło. - Gdy wrócę, chcę zasypiać przy Tobie codziennie. - wyszeptałam, kreśląc na jego klacie wzorki. - Zaproponowałaś mi właśnie wspólne mieszkanie? - zapytał, unosząc zabawnie brew ku górze. Kiwnęłam głową, uśmiechając się do niego niewinnie. - Z wielką przyjemnością. Szczególnie dlatego, że wspaniale gotujesz. - Odriozola! - Cii! - przyłożył dłoń do moich ust. Przez chwile nadsłuchiwaliśmy odgłosów zza ścian, jednak na całe szczęście wszyscy smacznie spali. - Wariatko, Ty nie potrafisz być cicho. - zaśmiał się pod nosem. - A właśnie, że potrafię. - szepnęłam. - Tak? - musnął zmysłowo moje usta. - Się okaże ... od wypadku trzymaj to. - podał mi małą poduszkę. Zmarszczyłam czoło, trzymając ją w dłoniach. Kompletnie nie rozumiałam, o co mu chodzi. Tymczasem Alvaro puścił mi oczko i zanurzył się pod pościelą. Pisnęłam czując jak chwyta za moją bieliznę. Spanikowana znów zerknęłam na drzwi, ale odpowiedziała mi jedynie cisza. Już miałam zapytać Odriozoli, co wyprawia lecz poczułam jego usta na ... uchyliłam z wrażenia usta. Opadłam plecami na posłanie czując jak porusza swoim językiem. On już kompletnie zwariował! Mój oddech kolejny raz tego dnia przyspieszył. Zaczęłam się miotać, czując rozkosz rozpływającą się po moim ciele. Zaciskałam piąstki na pościeli, chcąc dać upust moim emocjom. Bez rezultatu. Jedyne czego pragnęłam to krzyknąć z przyjemności jaką w tej chwili otrzymywałam. Chwyciłam tą nieszczęsną poduszkę, zagryzając na niej swoje zęby. Dreszcz zatrząsł moim ciałem, a ja straciłam na chwilę kontakt z rzeczywistością. Miałam gdzieś to, czy ktoś mógł nas usłyszeć, czy też nie. Niech się Alvaro tłumaczy! *** Dzisiaj rozdział był dla Alvaro i Nati, w końcu muszą nacieszyć się sobą. Wiem, że oczekiwałyście rodzinnej kolacji, ale jeszcze spotkacie się z rodziną Butragueño podczas dość ważnego dla nich wydarzenia :) (Nati i jej "zwyczajna" sukienka) Uniosłam się do pozycji siedzącej, Harry jeszcze spał, nie chciałam go budzić, więc po cichu udałam się do kuchni. Stał tam Liam i rozmawiał przez telefon. Usiadłam na krześle i patrzyłam na moje ręce, gdy chłopak skończył rozmowę usiadł obok już okej?-zapytał o tym z Harry'm, ale źle się czuję, że ja nie będę jego jedyną, bo będzie musiał z Maddie utrzymywać kontakt, tak?-wypowiadałam się spokojnie, choć było to będziecie mieli jeszcze wymarzoną Darcy Harry' uśmiechając się szeroko. Podniosło mnie to na duchu, w sumie Harry nigdy mi nie mówił, że chce dziewczynkę i do tego dać jej na imię mi nie mówił..-powiedziałam drapiąc się po normalne, boi się mówić o dziecku w "świeżo" zaczętym miło, w sumie racja, niektóre dziewczyny zrażają się takimi informacjami od tylko tyle, i w tym momencie do kuchni wszedł miło, podszedł do mnie i czule mnie pocałował, a do Liam'a się uśmiechnął. Liam wstał i szeroko się uśmiechnął. Harry usiadł obok mnie na miejscu Liam'a i chwycił moją nie przejmuj uśmiechnęłam się będzie dobrze, nie przejmuj się nią.. to ona się puszcza z pierwszym ja tylko się uśmiechnęłam i czule pocałowałam Harry' to za co?-zapytał to, że Chłopak pocałował mnie czule, ale oczywiście do kuchni wszedł zadowolony ja zaraz będę szła, bo dzisiaj jestem umówiona z odwiozę się..-zaczęłam lecz przerwał odwiozę spojrzałam na niego krzywo i zaczęłam płakać, wybiegłam z kuchni do jego pokoju. Ubrałam się szybko i wyszłam trzaskając drzwiami. *Perspektywa Harry'ego* -Maddie, odwiozę dziewczyna spojrzała na mnie krzywo i zaczęła płakać, pobiegła na piętro. Spojrzałem na Louis'a, lecz usłyszałem trzask drzwi wiesz co właśnie zrobiłeś?-zapytał powiedziałem, że ją powiedziałeś do niej już zły, co?! Pocieszałem ją, że nie jest taka jak ona, że kocham tylko ją, a powiedziałem do niej Maddie. Szybko ubrałem swoje air max'y i wybiegłem za dziewczyną, szła i płakała, słyszałem ją, mocno płakała, udaje twardą, a tak na prawdę jest bardzo delikatna. Podbiegłem do czego Ty jeszcze od mnie chcesz?-zapytała przepraszam, przecież wiesz, że jesteś od niej lepsza bez wiesz jak mnie to zabolało? Wczoraj mnie pocieszałeś, a dzisiaj? Dzisiaj nazwałeś mnie jej imieniem, to nadal płacząc, przytuliłem ją mocno, cały czas płakała, nawet nie wiecie jak to bolało, że płakała przez przepraszam..-powiedziałem całując ją w głowę. Chwyciłem dziewczynę za rękę i ruszyliśmy w kierunku mojego domu. Weszliśmy na chwilę, wziąłem kluczyki i poszliśmy do auta, otworzyłem Jane drzwi, a następnie sam wsiadłem na miejsce jej Cię będzie to wszystko wyglądać gdy Maddie urodzi? jak zawsze będziemy siebie kochać nawzajem, będziemy razem mieszkać, mieć bardzo Ciebie Ciebie uśmiechając się. Dziewczyna wyszła z auta, ja oczywiście razem z nią by się Ciebie Wsiadłem do auta i odjechałem w stronę domu. Wyszedłem z auta i wszedłem do domu, oczywiście Louis przyszedł do mnie i zaczął mi robić jesteś świadomy co zrobiłeś?-zapytał Louis, przecież nie zraniłbym jej właśnie bym się zastanawiał! ją?-zapytał nie wiesz jak dasz mi spokój? to specjalnie?-zapytał zły. Zacząłem przecząco kręcić ją? i rozmawiałem z nią o dobrze podszedł poklepał mnie po że się uniosłem ale chcę żebyś był Louis. Uśmiechnąłem się tylko do chłopaka i poszedłem do swojego pokoju. Rzuciłem się na łóżko i zacząłem co Ty zrobiłeś, będziesz miał dziecko i to z byłą, której nigdy nie szeptem sam do siebie. Kocham Jane, i zawsze będę, jest jedyna w swoim rodzaju, nigdy nie poznałem tak wspaniałej dziewczyny, zakochałem się po uszy, tyle mogę powiedzieć, moja najwspanialsza księżniczka. *Perspektywa Jane* Sięgnęłam po moją torebkę, wyciągnęłam z niej ten przeklęty telefon, odblokowałam go i pierwsze co to chciałam sprawdzić wiadomości, lecz przerwał mi dzwonek do drzwi. Ale osoba dzwoniąca sama weszła do jestem do dziewczyna to telefon? Harry' Opowiedziałam jej o całym spotkaniu i wręcz nalegała żebyśmy sprawdziły wiadomości. Odblokowałam ponownie telefon i włączyłam wiadomości. Ona udawała! Cały czas udawała! Chciała pieniądze od Harry'ego! -Jedziemy do Harry' i to w tej przyjaciółka biorąc telefon z mojej ręki i chowając go do kieszeni. Ubrałyśmy się szybko i złapałyśmy pierwszą lepszą taksówkę. Dzwoniłam do Harry'ego, od razu właśnie do Ciebie Coś się stało?-zapytał Po dziesięciu minutach stałyśmy już pod drzwiami z Ally, chłopcy poszli na telewizję z Ally, a ja z Harry'm do jego pokoju. Usiedliśmy na mam telefon oddychając spokojnie, chłopak spojrzał na mnie krzywo, był co Ci on?-zapytał lecz już wszystko wyjaśnione!-krzyknął, pierwszy raz na mnie po co go wzięłaś?! Przecież wiesz, że dziecko będzie i już!-krzyczał nadal, podałam mu telefon włączony na wiadomościach, zaczął czytać i po chwili, zaczął się kochanie!-krzyknął i wziął mnie na ręce, zaczął mną okręcać wokół własnej osi. Pocałował mnie i podstawił na wspaniała uśmiechając się. Chwycił mnie za rękę i pocałował jesteś najlepszym co mnie spotkało w uśmiechając Ty jesteś moim miło. ___________________________________ BUM! Jest moc! Lecimy nie śpimy! Jutro next! DZISIAJ NEXT! Powiem wam tak: będzie wixa! <3 XD To tyle narka wam! xx <3 Rozdział 6. Cieszmy się każdą chwilą.. My? Czyli kto..? Całowaliśmy się długo. Bardzo długo. Wkońcu coś uderzyło mi do głowy że nie powinnam. - Ejj , ejj! Stop.. - Jack stop! Przecież ty masz dziewczyne.. - powiedziałam. - Zapomnij o niej - zaczął mnie znowu całować. Wziął mnie na ręce i chciał przenieść na łóżko. - Nie Jack! - Uspokój się! To nie uczciwe. Ja nie moge! Musisz się zająć jedną dziewczyną. - Maleńka już mam! Ciebie , kochanie. - powiedział i położył rękę na mojej twarzy. - Nie , nie masz! - Nie dotytkaj mnie.. Nie jestem twoją własnością. - Co? Anka? O co Ci chodzi... - A o to że jeszcze wczoraj pobiłeś mojego najlepszego przyjaciela, masz dziewczyne , a całujesz się ze mną! - Wgl.. nie powinno mnie tu być. - Przepraszam musze już iść. Zabrałam swoją torbe i już wychodziłam gdy Jack chwycił mnie za rękę. - Puść mnie! - krzyknełam. Wyrwałam się i trzasnełam drzwiami. Nie będę łatwą dziewczyną , która daje się sobą pomiatać. Niech się postara! Zresztą ma już dziewczyne. Nie jest uczciwy wobec niej więc napewno nie jest uczciwy do mnie. Nie moge tak. Pobiegłam szybko do 'domu'. - Hej Sara! - Chodź na deske. - Musze się komuś wygadać.. bo.. oszaleje! - krzyknełam z łzami w oczach. - Ok już , już . - zabrałyśmy deskorolki i odrazu pojechałyśmy w strone morza.. Gdy jeździłam zawsze poprawiał mi się humor. Usiadłyśmy na piasku i zaczełam wszystko jej tłumaczyć. Jak było... Co zaszło mniędzy mną , a Jackiem.. Zdziwiła się. Zdziwiła się że to wszystko wytrzymuje i nie chce się zabić. Nawet nie wie jak bardzo chce... Mam ochote czasem skończyć z mostu albo się utopi .. Nagle jakieś głosy zawołały mnie z oddali. Nie miałam ochote się odwracać zato Sara miała. - Ty patrz! - Znasz tych gostków? Bo oni Ciebie chyba tak.. Jacy przystojni... - Kto znowu!! - Zawołałam. Poznałam że to Maxi i Oskar. - Tak znam.. Koledzy Jacka. - Heej.. - powiedzieli. - Cześć. - To jest Sara moja najlepsza przyjaciółka.. - powiedziałam z niesmakiem. Nie miałam ochoty na towarzystwo.. - Cześć Sara.. - powiedział Oskar. Zauważyłam że spodobała się ona Oskarowi. - Hej - odpowiedziała. - Ania.. Mam do Ciebie sprawe. - powiedział Maxi. - Ok mów.. - Chodź na strone.. - powiedział i pokiwał głową w bok. - Już ide.. - wstałam z zkwaszoną miną. Poszliśmy na skałki. Dokładnie gdzieś prześliśmy dziesięć kroków. Sara i Oskar zostali i gadali coś o deskach. - Możesz mi powiedziec o co chodzi? - spytał sie Max. - Nierozumiem.. - Nie udawaj! Nie lubie kłamstwa.. - Naprawde nie wiem o co Ci chodzi. - O Jacka. Zerwał ze swoją dziewczyną. Zmusiłaś go? - Nie no co ty! Ale dlaczego?.. Zerwał z nią..? - zdziwiłam się - Tak.. Dokładnie. Ania.. zawsze ją wychwalał i zrozum nie wiem dlaczego teraz miałby ją zostawić. Chyba że tym powodem byłabyś ty. To go rozumiem. Jesteś niesamowita. Wtedy nasze oczy się zetkneły ze sobą... Nie wytrzymałam i musiałam jakoś odragować.. Pocałowałam go.. Tak mocno i czule że niedało się tego opisać. Max nie przestawał widać że mu to pasowało. Ja musiałam się wyluzować. Jego usta były takie kuszące że nie mogłam przestać. Nigdy nie spotkałam chłopaka o tak cudownych ustach. Był najlepszy... Był świetny.. Widziałam jak się uśmiecha gdy się całowaliśmy.. To było urocze. Chciał tego.. Tak samo jak ja. Czułam się troche źle.. Również całowałam się z Jackiem..Narobiłam mu może troche nadzieji? To było może głupie , ale cudowne uczucie u obydwóch chłopców. Max był ode mnie o dwa lata starszy , tak samo jak i Jack. Otworzyłam oczy. Nagle przestaliśmy się całować. - Idziemy się przejść? - spytał oblizując usta. - Tak.. jasne. Szliśmy plażą czasem podpatrując na siebie. Czuliśmy się 'niezręcznie' , a przynajmniej ja się tak czułam. Cały czas myślałam że popełniłam błąd i z Erykiem i z Jackiem i teraz również z Maxem. - Wiesz.. - Jack Cię kocha.. - powiedział Max. - Co? - Jak to? - oszalałam ze zdziwienia. - To znaczy.. podobasz się mu. - Nie moge mu tego zrobić. -Wiem że jak się zakocham będzie jeszcze ciężej się od Ciebie 'uwolnić'. Nie możemy być razem. Mój kumpel poznał Cię pierwszy to by było nie fair. - Łoo.. Zabolało. - A czy ja mówiłam że mamy być razem..? - powiedziałam. - Nie.. - Ale to całowanie wszystko wyjaśnia. - Mamy taki układ między mną , a Jackiem. -Kiedy jest fajna dziewczyna.. jest wyścig.. kto pierwszy ten lepszy. - Czyli ty nie możesz ze mną być..? - zapytałam obużona. - Tak , dokładnie. - To głupie! Jesteście obydwoje głupcy! Czy ja wam mówiłam że z wami będę? Nie! Więc o co wgl ta afera! Wiesz.. nie chce mi się z tobą gadać! Za dużo wrażeń jak na dziś... - spłyneła mi jedna mała łezka z wycięczenia. - Jakich wrażeń?.. -Widac było że nic nie wiedział.. - Z Jackiem. -Ale nie chce o tym gadać.. - Całowałaś się z nim?! - Prawda!? - Dlatego mówiłaś "czy ja wam mówiłam że z wami będę?!".. - Już rozumiem!.. Jak mogłaś. Wykorzystujesz nas dwóch? - Nie! To nie tak.. To on zaczął. - Lepiej zwalić na innych. - Ze mną się chciałaś tylko wyluzować , tak? Myslałem że jesteś inna. - Musze iść cześć. - Poczekaj! - Ale i tak poszedł.. Nawet się nie obejrzał. W sumie miał się o co wkurzać. Też bym była zła. Co ja mówie byłabym załamana i w*urwiona..Ale taka prawda. Chciałam się wyluzować. Wróciłam do 'domu' zapominając o Sarze. - Hejj , maleńka. - Co to za minka? - spytał Eryk. - Aaa.. Taka se. - powiedziałam nieco załamana. Tak to dobre określenie byłam po prostu załamana. Wykorzystuje chłopców. Co się ze mną dzieje do cholery?! - Co się stało..? - Ze mną możesz być szczera. - chwycił mnie za ręce i podprowadził do siebie. - Nic się nie stało, naprawde. - Jestem troche zmęczona. - powiedziałam odwracając głowe w inną strone. - Dobra. - Jak będziesz chciała pogadać zawsze jestem do usług.. - miał już odejść, aż nagle chwyciłam go za ręke. - Co się dzieje? - powiedział. - Nic po prostu , jestem głupia. - Wiesz jak głupia?! - Co ja sobie myślałam wykorzystuje chłopaków.. - zapłakana mówiłam. - Hejj , mała popatrz na mnie.. nie martw się! - Wszystko się ułoży. - Niby kiedy?! - łzy spływały mi po policzkach. - Napewno kiedyś.. - Lekko położył rękę na moich policzkach i otarł moje łzy. - Kocham Cię! - Kocham Cię jak brata. -Zawsze mi pomagasz.. - powiedziałam i mocno się do niego przytuliłam, a on zamarł ze ździwienia. - Ja Ciebie też. - Kocham Cię najbardziej na świecie. - powiedział , a ja patrzyłam przytulając się w jego oczy. - Jesteś kochany. -Wiem mała, wiem... - i obdarzył mnie jednym lekkim pocałunkiem w policzek. Był taki lekki że nie myślałam o niczym innym tylko o nim. - Chcesz się położyć? - pokiwałam głową na zdecydowane "Tak". Wziął mnie na ręce jak swoją dziewczyne i zasiósł na góre. Ściągnął mój sweter , spodnie i pocałował mnie w czoło. Widział mnie już wiele razy w bieliźnie , więc się "dawałam". - Zostań ze mną , prosze. -powiedziałam , smutno. - Dobrze. - Wszedł pod pościel i pozwolił mi położyć głowe na jego ramieniu, sam otulił mnie ręką. Kochałam go za to. Za tą jego czułość. Był taki ciepły..zasnełam w niecałej minucie. Ranek Obudził mnie dzwonek komórki. Dzwonił Jack. Nie chciałam odbierać. Zauważyłam że nie ma obok mnie Eryka. Ubrałam się w coś na luzie (na szybko). I zeszłam na dół. Niestety nikogo tam nie zastałam. Sprawdziłam wszystkie pokoje ale również nikogo nie było. Zrobiłam sobie omlety i polałam miodem. Jadłam w ciszy, nie rozmyślając nad niczym. Lubiałam taki spokój.. Oczywiście od czasu do czasu. Tak to nie mogłam usiedzieć na mniejscu! Wstałam napiłam się tradycyjnie soku pomarańczowego i zabrałam swoją torebke i okulary. Szłam w kierunku plaży. Rozglądałam się ale i tak nie mogłam nikogo "dopatrzyć". Zastanawiałam się czy nie jestem ślepa.. Tak to śmieszne ale rzeczywiste! Usiadłam na piasku i zaczełam pisać sms do Eryka: "Hej, zastanawiam się gdzie zniknąłeś!? Gdzie jesteś? " Długo czekałam na marne. Nie odpisał. Martwiłam sie o nich wszystkich. Miałam w zamiarze iść do Maxa i wszystko mu wytłumaczyć. Ale tak naprawde nie wiedziałam co chce mu powiedzieć? "Przepraszam za to że Cię wykorzystałam?" że ich poznałam. Naprawde. Miałam serdecznie wszystkiego dość! Wstałam i szłam powolnym krokiem ale nie w strone Maxa tylko domu. Gdy weszłam przywitał mnie Eryk z kwiatami w ręku. Po całym domu wisiały balony. Nie wiedziałam na początku o co chodzi. Jak mogłam zapomnieć? Jaka ja głupia.. - Cześć, słoneczko! - Zapomniałaś o naszej rocznicy? - powiedział Eryk wręczając mi kwiaty i dając buziaka. - Chyba zapomniałam! - Dziękuje Eryczku. - Nie trzeba było! - zaśmiałam się , odbierając kwiaty i oddając pocałunek. Było mi głupio bo ja nic dla niego nie miałam. - Mam zaplanowany cały dzień. - Pojedziemy w fajne miejsce ok? - Sam na sam. Jak przyjaciele , wkońcu to nasza 5 rocznica przyjaźni , wszystko zaplanowałem. - Tak! Tak! Tak! - Jezu jakiś ty kochany! Uwielbiam Cię! - i pobiegłam szybko przebrać się w coś fajnego i odświerzyć się. Nałożyłam lekki makijaż nie wyzywający i ubrałam się. - Pięknie wyglądasz! - Wiedziałem że ubierzesz się w coś na luzie i dobrze. - powiedział. - Ale ja Cię uwielbiam , Haha - zaśmiałam się. - Chodźmy - chwycił mnie za rękę. Wsiedliśmy do auta i pojechaliśmy gdzieś w nieznajome mi miejsce. Śpiewaliśmy piosenki , było tak cudownie. Gdy wysiedliśmy kupiliśmy sobie lody i poszliśmy pozwiedzać tyle miejsc. Ta wyspa była wspaniała... Eryk tak wszystko zaplanował... Idealnie! - Dasz się jeszcze zaprosić na kolacje? - zapytał. - Jasne że tak! - odpowiedziałam Tylko nie chce żebyś przepłacał.. - Nawet się nie wygłupiaj ,dziewczyno! Poszedliśmy do restauracji o nazwie "For lovers"- (Dla zakochanych). Pomyślałam że to troche dziwne że Eryk prowadzi mnie w takie miejsce skoro nie jesteśmy parą, ale i tak nie zastanawiając się dłużej poszłam bez sprzeciwu. Gdy weszliśmy do środa grała piękna muzyka: The Wanted - Lie to me. Zakochałam się w niej. Przypomniały mi się wszystkie dawne chwile z Erykiem. Kiedy bawiliśmy się na placu zabaw jak 5 latki ! Albo kiedy jeździliśmy wózkiem z Biedronki ! Było tak fajnie. Wszystko było łatwiejsze...proste. ------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------- PRZEPRASZAM!!!!!!!!!!!!! ZACZYNAM OD PRZEPROSIN PONIEWAŻ ZBIERAŁAM SIĘ DO NAPISANIA TEGO PRZEZ MIESIĄC! PRZEPRASZAM!!! MYŚLE ŻE CHOCIAŻ JEDNA OSOBA TO CZYTA! BO NAPRAWDE ZALEŻY MI NA TYM. MYŚLE ŻE NIE PISZE NA MARNE I ŻE CHODŹ POŁOWA SIĘ Z TEGO WAM PODOBA! DLATEGO NIE PISAŁAM ŻE NIE MIAŁAM WENY. MIAŁAM DUŻO PROBLEMÓW I WAŻNYCH SPRAW. PRZEPRASZAM! WYNAGRODZE JEŚLI BĘDZIE DUŻO KOMENTARZY! UDOWODNIJCIE ŻE CHCECIE TO CZYTAĆ! POZDRAWIAM I CAŁUJE ;*

jesteś najlepszym co mnie w życiu spotkało